Posty

Wyświetlam posty z etykietą Wielkanoc

Czas martini płynący

Obraz
Linka już kiedyś wspominała, że nie należy do osób szczególnie uduchowionych i, mimo że pisać może co chce – bo, któż jej zabroni – nie ma zamiaru wyściełać sobie gniazdka hipokryzją i nie będzie prawić o tym, że popada w zadumę, skoro nie popada. Nie krytykuje nikogo, kto postrzega ten czas inaczej, więc na krytykę sama nie zasługuje. Na Wielkanoc oczywiście bardzo się cieszy i przeżywa, ale na swój sposób. Paszcza jej się śmieje, bo ma wolne i może się wyspać, bo do Siedliszcza niczym imigranci napłyną jednostki z nią spokrewnione, bo będzie się opychać wyborną strawą do nieprzytomności, a do tego przez bite trzy dni będzie sączyć martini, co jest jej niepisaną tradycją i pije je tylko dwa razy w roku – na Święta  właśnie. Jest jednak bardziej tradycyjny aspekt Świąt, który uwielbia i któremu hołduje w mało tradycyjny sposób. Oczywiście mowa o robieniu pisanek. Co roku podkrada ugotowane jajka, następnie bierze kilka porozrzucanych po domu dziecięcych kredek, zamyka się w swojej samo...