Wielka dolewka - wersja barmańska
Wczesnowiosenne słońce nieśmiało próbowało, przebić się przez brudne szyby tramwaju, uwypuklając smuzy dziwnego pochodzenia. Linka siedząc przy oknie, poczuła przyjemne ciepło na swym bladym licu. Z uśmiechem na pysku spojrzała w niebo i wewnętrznie poczuła, że to będzie dobry dzień. Zaczęła penetrować kieszenie celem wydobycia telefonu. Jej kciuki poszły w ruch. 7:16, Linka: Szybki spontan po pracy? 7:16:02, Filifiona: Kiedy i gdzie? Linka: Ładnie jest może plener? Filifiona: Przeziębiona jestem, lepiej zabudowane. Linka: Jak jesteś chora, to odwołujemy akcję. Filifiona: Nie będziesz mi mówić jak mam żyć! Wobec powyższego nie było sensu oponować, a miejsce zostało ustalone na jedną z ulubionych knajpek Linki, celem celebracji i oddania należytego hołdu nowonarodzonemu weekendowi. Linka tylko przezornie załatwiła sobie odholowanie auta, co by znowu nie truć organizmem plugawym piwem bezalkoholowym. Pomimo wczesnej na biesiadowanie pory, wszak było trochę po 16, nie uświadczyły wolnych ...