Posty

Wyświetlam posty z etykietą założenie konta

Referendum: istnieć, czy nie istnieć?

Do Linki coraz częściej docierają bezpośrednie podszepty o potrzebie bytności bloga na Facebooku. Póki co,  jak na rasowego, aspołecznego, technologicznego troglodytę przystało, grzecznie odmawia, choć za plecami trzyma paralizator. Niech nikt nie myśli, że Lince założenie bloga przyszło łatwo niczym Kimowi rozstrzeliwanie swoich generałów. Przez wiele lat walczyła ze swoimi znajomkami, którzy usilnie namawiali ją do upublicznienia tekstów, głównie dlatego, że mieli dość bombardowania mailami i smsami w trzeciej osobie. Dlatego blog dla Linki, która jest niczym Wilczy Szaniec, jawi się jako szczyt ekstrawagancji. Próżno szukać w sieci jej śladów, bo zanim nie podjęła decyzji o pisaniu, nie zostawiła po sobie choćby jednego komentarza, nie udzielała się na żadnych forach, nie miała feikowych kont do podglądania sąsiadów – słowem nie istniała. Na globalnej promocji również szczególnie jej nie zależy, bo w przypływie światowej sławy na pewno u Linki aktywuje się zahibernowany gen snobizmu...