Zło czai się w kartonach
Mrok spowił magazyn. Gęsty, szary kurz unosił się w powietrzu niczym nieprzenikniona, londyńska mgła. Grobowa cisza przerywana niekiedy odgłosem szybkich kroków lub wybuchem histerycznego, złowrogiego śmiechu, zwiastowała nadchodzącą emanację zła. Nikt nie czuł się bezpiecznie – nikt nie był bezpieczny… Wtem światem wstrząsnął mrożący krew w żyłach krzyk. Niósł się złowrogim echem, potęgując narastające pandemonium grozy. Na resztkę ocalałych padł przemożny strach i poczucie nadchodzącego końca… Linka bezszelestnie wynurzyła się zza mrocznych regałów z balonami. Będąc wierną swym ideałom z dzieciństwa, niepostrzeżenie udała się do toalety, gdyż najbliższa budka telefoniczna znajdowała się w Londynie. Tam przywdziała godne superbohatera przyodzienie – majtki na spodnie – i wróciła do pogrążonego w panice magazynu. Z super szybkością Flasha omijała biegające w popłochu otępiałe jednostki, brnęła do epicentrum nieprzerwanego krzyku. Nie bacząc na sączącą się z popękanych bębenków krew i ...