Cale szczęścia
W niżej opisanej historii Linka nie brała bezpośredniego udziału, jednak znając Seniorkę Rodu jest w stanie sobie doskonale owe zajście wyobrazić. A że Seniorka bloga nie czyta, nie będzie imputować nadinterpretacji. Próbując przywrócić domostwo do stanu względnej użyteczności po wyjeździe szarańczy tj. Ulsona i Dziwaka, do uszu Rodzicielki zaczęły docierać dziwne dźwięki. To niedźwiedź? Nie, to Darth Vader! – myślała Rodzicielka. Krok na schodach był ciężki i powolny, oddech szybki i niepokojąco świszczący. Rodzicielka wyłoniła się zza winkla i wyszła na przepastny korytarz, jej oczom ukazała się Seniorka, która wyrażała sobą żywą personifikację obłędu. Włos potargany, wzrok dziki, ręce trzęsące niczym u człowieka na głodzie. - Boże Wszechmogący! Ty wiesz, co się stało? – wysapała Seniorka, łapiąc łapczywie zbawienny tlen i chwytając się trzęsącymi rękoma za serce. Z Rodzicielki uszło całe powietrze, a krew odpłynęła z twarzy, chwiejąc się na nogach, wsparta o ścianę, zapytała zlęk...