Posty

Wyświetlam posty z etykietą ksiądz

Czas martini płynący

Obraz
Linka już kiedyś wspominała, że nie należy do osób szczególnie uduchowionych i, mimo że pisać może co chce – bo, któż jej zabroni – nie ma zamiaru wyściełać sobie gniazdka hipokryzją i nie będzie prawić o tym, że popada w zadumę, skoro nie popada. Nie krytykuje nikogo, kto postrzega ten czas inaczej, więc na krytykę sama nie zasługuje. Na Wielkanoc oczywiście bardzo się cieszy i przeżywa, ale na swój sposób. Paszcza jej się śmieje, bo ma wolne i może się wyspać, bo do Siedliszcza niczym imigranci napłyną jednostki z nią spokrewnione, bo będzie się opychać wyborną strawą do nieprzytomności, a do tego przez bite trzy dni będzie sączyć martini, co jest jej niepisaną tradycją i pije je tylko dwa razy w roku – na Święta  właśnie. Jest jednak bardziej tradycyjny aspekt Świąt, który uwielbia i któremu hołduje w mało tradycyjny sposób. Oczywiście mowa o robieniu pisanek. Co roku podkrada ugotowane jajka, następnie bierze kilka porozrzucanych po domu dziecięcych kredek, zamyka się w swojej samo...

Hej kolęda, kolęda!

Co ileś lat, Linka chcąc nie chcąc – zdecydowanie nie chcąc – nie jest w stanie się wymigać od staropolskiej tradycji goszczenia księdza na kolędzie. Najchętniej w tym czasie schowałaby się w szafie albo pod biurkiem, ale ze względu na to, że jest za duża – pod względem fizycznym, nie metrycznym czy mentalnym –  nie może. Blady strach padł na całą ulicę gdyż z obwieszczeń wynikło, że zostali zwycięzcami tego rozdania. Jako, że ulica długą jest oznajmiono, że krucjata rozpocznie się o 14:30 i przejdzie jedną stroną, następnie przy końcu zrobi zawijaska i wróci drugą. Dzięki daleko wysnutym obliczeniom i spekulacjom wywnioskowano, że  w domostwie Linki godzina W przypadnie na ok 18. Dlatego też dzień toczył się spokojnie bez nadmiernej paniki. Linka akurat kucharzyła obiad, więc wszystkie myśli skupiła na tym, żeby nie wyrzucić nic zdatnego do spożycia. Rodzicielka próbowała zająć czymś kapryśnego Ulsona, więc ustawiła ją przy oknie z poleceniem wyglądania, kiedy przyjedzie facet w czer...