Wielki comeback
Sunąc pośpiesznie Linka weszła zgrabnie w zakręt, wrzuciła trójkę i przyśpieszyła na ostatniej prostej przepastnego peronu. Gdy tylko złapała odpowiedni zoom, szpetnie klnąc pod nosem i zgrzytając zębami, zaczęła utyskiwać na czym ten świat stoi, gdyż zamiast zwyczajowego milusiego pociągu stała chabeta bez klimatyzacji. Przygarbiwszy się bardziej niż zwykle, zrezygnowana wskoczyła do przedziału. Aura była na tyle kapryśna, że Linka podczas 45 minutowej przeprawy przez miasto, zdążyła dwa razy zmoknąć i trzy razy się upocić w chwilach kiedy nie padało tylko z nieba lał się żar piekielny. A biorąc pod uwagę fakt, że Linka nie ma wyłączności na chimeryczną aurę wszyscy w nieklimatyzowanym wagonie rozsiewali woń mokrego psa. Wyszukawszy jedno z ostatnich wolnych miejsc, usiadła i zaczęła czyścić okulary. Wtedy stało się coś co sprawiło, że jej serce zamarło, a całe ciało przeszył dreszcz. Usłyszała GŁOS. GŁOS, który sprawia, że budzi się z krzykiem w nocy. GŁOS, od którego włos się jeży, ...