Posty

Wyświetlam posty z etykietą blog

Blogowe honory

- Liebster Blog Award!  - zakrzyknęła Gocha, wskazując Linkę. Linka nie wiedząc, o co chodzi i myśląc, że autorka bloga Gocha czy nie Gocha ją obraża już rozbiła butelkę o kant stołu, już gotowa była rzucić się do krtani w obronie linkowego imienia, gdy ta spokojnym tonem Mistrza Yody wytłumaczyła jej, że to nie potwarz i kalumnie a wyróżnienie jest. Linka jak na skromną osobę przystało od razu umieściła na swej głowie wieniec laurowy, a do dumnie wypiętej klaty przypięła order samouwielbienia. Dziękując po trzykroć i doceniając swoje docenienie, postanowiła podjąć wyzwanie i odpowiedzieć na szereg pytań, kompromitujących ją w gronie poważnych notabli, z którymi notorycznie przebywa, pyka cygara i gra w krykieta. Jakie jest twoje ulubione słowo i dlaczego właśnie to? Linka posiada dwa ulubione słowa; chudopachołek – bo jest przeurocze, a do tego ona sama całkowicie utożsamia się z chudopachołkowatością. dyftong – bo daje jej praktycznie 100% wygrywalność w wisielca. Przestroga na...

Jak Cię widzą…

Obraz
Ciesząc się z pełni wolnego weekendu, którego Linka nie miała od bodjaże 3 miesięcy – musi w końcu napisać o tym notkę – i to nie dlatego, iż uznano, że na niego zasłużyła, ale dlatego, że toczy ją zaraza i odseparowano ją od reszty społeczeństwa jako potencjalną broń biologiczną. Korzystając z dobroci nagłego powiększenia przestrzeni osobistej do 10 km, obejmującej również korytarz powietrzny, zaczęła przeczesywać czeluści Internetu i natrafiła na pewien artykuł o blogowaniu, który przeczytała z rumieńcem na rozgorączkowanym licu. Była tam wzmianka o tym, że każdy szanujący się bloger powinien zdradzić swe oblicze czytelnikom, gdyż wymaga tego blogowy savoir vivre. Autor zapewne miał na myśli fakt, że w obcych widzimy potencjalnego zmutowanego kanibala spod ziemi, a ewentualne zdjęcie owe rewelacje może potwierdzić tudzież im zaprzeczyć. Linka zasępiła się mocno marszcząc przy tym jak rodzyna i oddała wnikliwej analizie sytuacji, gdyż owe stwierdzenie wywołało w niej burzę sprzecznych...

Referendum: istnieć, czy nie istnieć?

Do Linki coraz częściej docierają bezpośrednie podszepty o potrzebie bytności bloga na Facebooku. Póki co,  jak na rasowego, aspołecznego, technologicznego troglodytę przystało, grzecznie odmawia, choć za plecami trzyma paralizator. Niech nikt nie myśli, że Lince założenie bloga przyszło łatwo niczym Kimowi rozstrzeliwanie swoich generałów. Przez wiele lat walczyła ze swoimi znajomkami, którzy usilnie namawiali ją do upublicznienia tekstów, głównie dlatego, że mieli dość bombardowania mailami i smsami w trzeciej osobie. Dlatego blog dla Linki, która jest niczym Wilczy Szaniec, jawi się jako szczyt ekstrawagancji. Próżno szukać w sieci jej śladów, bo zanim nie podjęła decyzji o pisaniu, nie zostawiła po sobie choćby jednego komentarza, nie udzielała się na żadnych forach, nie miała feikowych kont do podglądania sąsiadów – słowem nie istniała. Na globalnej promocji również szczególnie jej nie zależy, bo w przypływie światowej sławy na pewno u Linki aktywuje się zahibernowany gen snobizmu...