Posty

Wyświetlam posty z etykietą korpo

Dzień Dziecka PEGI 18

Jak każdemu doskonale wiadomo, niedawno obchodzony był Dzień Dziecka. Oczywiście Ulson i Dziwak w należyty sposób zostali z tej okazji uhonorowani prezentami, na jakie zasługują, czyli policzkowaniem i chłostą. Więc o tym Linka nie będzie się rozpisywać, bo to nuda, ale że lubi robić niewybredne żarty postanowiła obdarować trochę większe dzieci i raz jeszcze przypomnieć o sobie swojej starej korpo. Linka wynajdując chwilę czasu wolnego w pracy, tudzież migając się od swoich obowiązków, rzuciła się w wir alejek i regałów szukając godnego prezentu dla całego biura. Posiłkując się swoim analitycznym mózgiem, wysnuła daleko idące wnioski, iż okapniki na świece, czy inne serwetki o fakturze lnu nie będą prezentem właściwym. Dlatego znów zanurzyła się w dziale z asortymentem na panieński. Przeglądając ze znudzeniem różne fikuśne i falliczne gadżety, nagle jej bystry wzrok astygmatyka padł na niewielkie, czarne pudełko, o który zapomniał cały świat. Wzięła je ostrożnie do rąk, zdmuchnęła zale...

Persona non grata

Rzec, jakoby Linka była persona non grata na poczcie, to trochę za mocne słowa, ale z całą stanowczością wykracza poza granicę zwyczajnych, anonimowych petentów. Bynajmniej nie dlatego, że jest krypto-kleptomanką i wynosi znaczki, czy koperty – zdarza jej się pożyczyć kukurydzę z pola, ale tylko dlatego, że w sklepach nie można nabyć odmiany paszowej, a tylko taką lubi. Kwestia dotyczy nadawanych przez nią dziwnych paczek, a gęsta atmosfera utrzymuję się od grudnia zeszłego roku. Otóż Linka od wielu lat ma niepisaną tradycję, wysyłania sobie ze swoją dobrą znajomką Skautem drobnych prezentów na Gwiazdkę. Dary mają wartość stricte symboliczną, nie chodzi o dawanie 50-calowych telewizorów, czy Maybacha, w końcu żadna z nich nie ma ojca księdza. W grudniu Skaut była w stadium zaawansowanego zamieszkania przez obcego, co kolokwialnie nazywa się stanem błogosławionym. Ku jej wielkiej smucie, lekarz nałożył na nią szlaban cukrowy, co w znacznym stopniu utrudniło dobór prezentu. Linka dbając ...

Wejście smoka² - część II

Nie wiedząc gdzie się udać, Linka podeszła do Pana z recepcji i zapytała, gdzie znajdzie ok. 20 osób, pracowników danej firmy, którzy mieli na dzisiaj rezerwację. Pan sprawdził coś w swoim zeszyciku i oznajmił, że znajdują się w restauracji i właśnie podano im kolację. Linka poszła pewnie we wskazanym przez recepcjonistę kierunku. Dziarsko wmaszerowała do eleganckiej restauracji w duchu dziwiąc się, dlaczego wesoły rozpiździaj porwał się na tak snobistyczny proceder – zamiast zamówić pizzę – i kiedy wyłoniła się zza filaru, stanęła jak wryta. Owszem była tam grupa ok. 20 osób, tylko traf chciał, że Linka nikogo nie znała, były to same korpo-szychy z córką prezesa na czele. Linka zawróciła na pięcie, nie nawiązując z nikim kontaktu wzrokowego i drobiąc na paluszkach niczym gejsza, uciekła z sali. Recepcjonista zaczął bacznie obserwować poczynania Linki, która rozpaczliwie zaczęła szukać w torbie telefonu. Gdy po 3 latach, w końcu udało jej się odnaleźć komórkę, zadzwoniła do Lucy. Nie o...