Posty

Wyświetlam posty z etykietą tramwaj

Uprowadzona

Stojąc o pogańsko wczesnej porze na przystanku i czekając na tramwaj, Linka oparła głowę o rozkład jazdy i czekała, aż mózg jej odtaje po godzinnej podróży z klimatyzacją w pociągu ustawioną na -7 °C. Z półprzymkniętymi powiekami zaczęła już delikatnie pochrapywać, gdy na przystanek podjechał jej tramwaj. Odkleiła głowę od tablicy z głośnym mlasknięciem i poczłapała do wagonu. Z pewnym zdziwieniem przyjęła fakt, że przedział jest prawie pusty, więc bezpardonowo rozsiadła się na pierwszym lepszym krzesełku, co o tej porze nigdy się jej nie zdarzało. Drzwi się  zamknęły, tramwaj ruszył. Jadąc tak codzienną trasą postanowiła wykorzystać ostatnie chwile swobody i wyjęła telefon celem załatwienia pewnej niecierpiącej zwłoki sprawy. Zaczęła dziergać smsa, który miał jednocześnie brzmieć tajemniczo, intrygująco, zabawnie i przekonywująco, czyli coś w stylu: dzień dobry. Wybranie odpowiedniego adresata trochę jej zajęło, gdyż z niewytłumaczalnych dla niej przyczyn ludzie mają miliony numerów. ...

Kumulacja (nie)szczęścia

Do oddania w pełni powagi sytuacji muszą zostać przytoczone dwa fakty. Linka w ostatnim czasie permanentnie przemarza, przemaka, niedojada i niedosypia, i pomimo tego, że z natury jest zdechlakiem, trzymała się bardzo dzielnie. Jednak wystarczyło jedno kichnięcie Ulsona, które przyjęła na klatę i od kilku dni Linka ewoluowała w człowieka czopa z zatkanymi zatokami, uszami, rozdymanym gardłem, niekontrolowanym wyciekiem z nosa, plującym wszędzie kawałkami płuc i głosem przepitego traktorzysty z 40-letnim stażem. Linka od niedawna zaczęła regularnie biegać. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z nastałą modą fit, Linka nie ulega żadnym modom. Jest leniwcem i szczerze gardzi aktywnością fizyczną, przez co jej kondycja pozostaje we wczesnej fazie prenatalnej. Biegać zaczęła, bo PKP zmieniło rozkład jazdy i teraz wszystko ma na styk, więc pomyka regularnie z pociągu na tramwaj i z tramwaju na pociąg. Nastał piątek jakże odmienny od poprzedniego… Linka z mocno odczuwalnym bólem istnienia w...

Wyuzdane pęciny

Linka przemieszczając się ruchem jednostajnie przyśpieszonym, rozpędem pokonała trzy stopnie i wskoczyła do tramwaju.  Wykonała szybki rekonesans i widząc, że w środku znajduje się raptem kilka jednostek odważyła się zająć miejsce, gdyż prawdopodobieństwo, że starsza dama będzie udawała nad nią okap diametralnie spadło. Z braku lepszego zajęcia – jako że w tramwajach czytać nie może – zaczęła rzucać ukradkowe spojrzenia na współtowarzyszy. Mimo że nie mamy w tym roku zimy stulecia, temperatura oscyluje w granicach delikatnego przymrozku. Linka nie uchodzi za największego zmarźlucha na świecie, jednak nie gardzi czapką i ciepłym obuwiem. Dlatego od razu w oczy rzuciła jej się pewna zależność. Otóż pasażerów w łatwy sposób można było podzielić  – bynajmniej nie chodziło o apartheid – na dwie grupy. Pierwszą będącą w zdecydowanej mniejszości, do której należała Linka i kilku emerytów, oraz drugą, w skład której wchodzili ludzie młodzi z pęcinami w negliżu. Linka pomału opadła na swoim sie...