Posty

Wyświetlam posty z etykietą Dworzec PKP

Kumulacja (nie)szczęścia

Do oddania w pełni powagi sytuacji muszą zostać przytoczone dwa fakty. Linka w ostatnim czasie permanentnie przemarza, przemaka, niedojada i niedosypia, i pomimo tego, że z natury jest zdechlakiem, trzymała się bardzo dzielnie. Jednak wystarczyło jedno kichnięcie Ulsona, które przyjęła na klatę i od kilku dni Linka ewoluowała w człowieka czopa z zatkanymi zatokami, uszami, rozdymanym gardłem, niekontrolowanym wyciekiem z nosa, plującym wszędzie kawałkami płuc i głosem przepitego traktorzysty z 40-letnim stażem. Linka od niedawna zaczęła regularnie biegać. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z nastałą modą fit, Linka nie ulega żadnym modom. Jest leniwcem i szczerze gardzi aktywnością fizyczną, przez co jej kondycja pozostaje we wczesnej fazie prenatalnej. Biegać zaczęła, bo PKP zmieniło rozkład jazdy i teraz wszystko ma na styk, więc pomyka regularnie z pociągu na tramwaj i z tramwaju na pociąg. Nastał piątek jakże odmienny od poprzedniego… Linka z mocno odczuwalnym bólem istnienia w...

Wstrząśnięty nie mieszany, ale za to rozgotowany

Dla wielu osób jest to rzecz co najmniej dziwna, ale Linkę jazda pociągami relaksuje. W spokoju może pogrążać się w czarnych myślach, czytać książki – co w innych środkach lokomocji w jej przypadku jest stanowczo niewskazane - a nawet zdarza się, że coś naskrobie.  Jako że jeździ regularnie od wielu lat miała przygody różne i  na własnej skórze doświadczyła również tej gorszej  generacji pociągów. Pamięta składy, w których drzwi otwierały się tylko po sążnym kopnięciu z glana. Niestety nie przynosiło to efektu zimą, bo drzwi były przymarznięte, a w korytarzykach można było lepić bałwana. Nie raz przejechała własną stację, bo nikt inny nie wysiadał, a ona sama się nie uporała z niesfornymi drzwiami. Innym razem zdarzyło jej się zasnąć i konduktor obudził ją dopiero na stacji końcowej – na szczęście nie była to Moskwa. Były też pociągi pozbawione amortyzatorów, w których jajka same ubijały się na pianę. Częste były też awarie, gdzieś w połowie trasy w szczerym polu i rzadko kiedy ktoś pr...

Katastrofa, która jeździ koleją

Stojąc na dworcu PKP w oczekiwaniu na pociąg, Linka pogrążała się w jak zawsze posępnych rozważaniach nad naturą wszechświata. W pewnym momencie, nieoczekiwanie z ponurych deliberacji  została gwałtowanie wyrwana przez radosne zakrzyknięcie. - nie byłam pewna, czy to ty – powiedziała postać opatulona czapką, szalem i kapturem, więc Linka będąc pewna, że ona to ona, nie była wcale pewna kto ją zagaduje. Dopiero po chwili ostentacyjnej lustracji  – wszak było ciemno, Linka jest ślepcem,  a z całej twarzy przybysza widać było tylko rozradowane oczy – rozpoznała w gościu swoją starą znajomkę Poppo, której nie widziała przysłowiowe wieki. Po całej serii rytualnych obrządków, czyli pisków, krzyków i uścisków przeszły do części właściwej, czyli trzeszczenia. Z trzeszczenia pobieżnego wynikło, że Poppo wysiada trzy stacje dalej na Rubieżach. Trzeszczały nieprzerwanie, aż pociąg nie nadjechał, trzeszczeć nie przestały w pociągu, szukając biletomatu, ewentualnie konduktora – choć w pewnym momenc...

Jedna na milion

Obraz
5:30. Ciemno, zimno, nieprzyjemnie. Linka właśnie wjeżdżała na parking przy dworcu PKP. Głównie dlatego, że parking jest ogromny i praktycznie pusty o tej porze, udało jej się zaparkować prosto już za drugim razem. Wysłuchała do końca porannych wiadomości, wyłączyła silnik i ze zrezygnowaniem, na wpół śpiąc, opuściła swój bezpieczny azyl. Zimny wiatr chłostał nieprzyjemnie, opatuliła się cieplej chustą i przygarbiona udała się w stronę peronu. A przynajmniej taki miała zamiar. Zdążyła zrobić zaledwie dwa kroki; prawa – lewa – praaaaaaaa… Z niepojętych przyczyn jej krok stał się niewytłumaczalnie długi, albo raczej głęboki. Jej zdolność dedukcji bezczelnie została jeszcze w łóżku, a do Linki niczym seria z karabinu maszynowego docierało mnóstwo bodźców, których w żadne sposób nie rozumiała. Na przykład dlaczego prawie wybiła sobie zęby lewym kolanem, albo czemu patrzy na podwozie własnego auta i to całkowicie wyprostowana. Nie mogąc się ruszyć, oszołomiona w końcu odważyła się spojrzeć ...