Posty

Wyświetlam posty z etykietą alkohol

Panieński salceson kota tuczy

Otóż w sobotę Linka wzięła udział w historyczno-kulturowo-nonkonformistycznej imprezie zwanej panieńskim. Impreza była ku czci jej dobrej znajomki Skauta, która została uprowadzona, związana władowana przemocą do auta i wywieziona do domu swoich rodziców. Na pięknie przystrojony ogród weszła w obłokach rac dymnych, które zostały cichaczem zakupione od pseudokibiców 3-ligowego klubu szachowego. Całego przebiegu imprezy Linka zdradzić nie może, gdyż takie są zasady – to jak z Sanatorium. Napomknie tylko, że obyło się bez kontrowersji, wyuzdania i perwersji – czyli zupełnie inaczej niż w Sanatorium. Na dobry początek zagrano w Piwo, a bose nimfy – podczas gry należy biegać, a obuwie sportowe nie było na wyposażeniu u wszystkich - w zaciętej rywalizacji robiły wślizgi godne Błaszczykowskiego, choć Linka wątpi, żeby on potrafił tak widowiskowo miażdżyć puszki pośladkami i to niechcący. Po puszczeniu piwa nosem, przez jedną z uczestniczek i tym samym opróżnieniu ostatniej puszki przez drużyn...

Woodstock vs Maslow

Obraz
Gdyby Linka miała jednym zdaniem opisać Przystanek Woodstock osobom, które nigdy tam nie były, zmarszczyłaby brwi, potarła w zadumie podbródek, poprawiła okulary i głosem mędrca oznajmiła: wszystko co mówią złego o Woodstocku – to prawda, ale wszystko co mówią dobrego – to również prawda. I absolutnie nie idzie tego rozgraniczyć. Dlatego ocenę samego festiwalu Linka pozostawia każdemu z osobna. Pod dom Linki podjeżdża Lucy z uśmiechem szaleńca w euforycznym uniesieniu. Linka dumnie rozsiadła się na fotelu pilota, otworzyła piwo, wzięła sążny łyk i głosem nieznoszącym sprzeciwu oznajmia: cały czas prosto. Dużo się nie pomyliła, a trasa mijała im szybko i radośnie, tylko z jedną przerwą na ostatni powiew cywilizowanej toalety. Ich fart niestety skończył się na ostatnich 5 km, gdzie wbiły się w monstrualny korek i odcinek ten pokonały w tempie poruszających się lodowców, co w ostatecznym rozrachunku zajęło 2 h. Był to przedsmak kolejkowej karuzeli. Kolejki są nieodzownym elementem festiw...

Rodzinny półświatek

Każdy dom ma swoje niepowtarzalne tradycje i w każdym inaczej spędza się czas w gronie rodzinnym. Jedni siedzą przy wspólnym stole i złorzeczą, inni razem oglądając telewizję i knują, wszyscy oczywiście jedzą. Na przestrzeni lat w Linki domu również ukształtowała się pewna nieodłączna tradycja zwiastująca wspólnie spędzony czas w gronie najbliższych, u niej uskutecznia się hazard. Rolety zostają opuszczone, światła przyciemnione, w ruch idą fumatory  -  o klimat szulerni trzeba dbać, a jedyny tytoń w domu to linkowa tabaka  – na stole spoczywa czytnik kart, choć przyjmowane są też czeki, weksle i nerki. Komisyjnie zostaje wybrany zestaw kości do gry, gracze zajmują miejsca przy stole, lód radośnie pobrzękuje w szklankach. Salon zamienia się w saloon, stając się kolebką hazardu w Siedliszczu. Zasady gry w kości bardzo przypominają karcianego pokera, a reguły zostały przekazane Lince i jej rodzeństwu razem z mlekiem Rodzicielki. Jedyne co zmieniło się na przestrzeni lat - albo od momentu...

Wielkie powroty: epizod 3 – Żelazny pęcherz

Tak się złożyło, że Linka połowę swego dotychczasowego życia – pomimo choroby lokomocyjnej - spędziła na dojazdach. Dojeżdżała również do liceum, ok. 30 km. Pewnego razu, mając zapewne jakiś bardzo istotny powód, którego już dzisiaj nie pamięta, po lekcjach – albo w czasie lekcji – oddała się konsumpcji boskich trunków, znacznie przekraczających śmiertelną dawkę siarczanów, acz będących w kusząco niskiej cenie. Po udanym spożyciu i wysnuciu teorii przejęcia władzy nad światem, przyszedł czas pożegnania z resztą pasjonatów kolorowych płynów i Linka udała się na przystanek. Niesiona jeszcze na fali rozkosznego upojenia, zapakowała się do busa i zajęła miejsce gdzieś pośrodku stawki. Początek podróży przebiegał bezproblemowo, Linka cały czas z głupawym bananem na paszczy pokonywała kolejne kilometry. Uśmiech pomału zniknął jej z twarzy, gdy uświadomiła sobie, że jak ostatni amator przed wyjazdem nie skorzystała z toalety. Boskie trunki spożyte w nadmiarze niebezpiecznie zaczęły chlupotać ...

Torba skarbów

Szybkie zakupy w sklepie. Linka klucząc i lawirując pomiędzy regałami, ludźmi, paleciakami, wózkami, hostessami, stadem antylop i szturmowcami, wzięła całe trzy rzeczy i uciekając przed szarżującym tłumem udała się do kasy. Po jakiejś dekadzie oczekiwania kolejka przesunęła się na tyle, że w końcu mogła odłożyć swoje sprawunki na ladę i dalej w milczeniu oczekiwała na swoją kolej. Gdy zostały przed nią już tylko dwie osoby, a za nią kolejny milion, postanowiła strategicznie odnaleźć w czeluściach swej torby portfel, co by nie przedłużać.  Sięgnęła do torby, otworzyła ją i została odrzucona falą ciepłego 90% powietrza. Linkę zapiekły oczy, tłum nagle rozstąpił się niczym Morze czerwone przed Mojżeszem, rzucając na nią oskarżycielskie spojrzenia. Linka przyjęła taktykę „na głupka” i dla zmyłki rozglądała się z dezaprobatą po innych, jednak z mizernym skutkiem. Kasjerka od razu wyczuła, że to od Linki snuje się woń zażywanych kąpieli alkoholowych. Linka spanikowana próbowała znaleźć źródł...