Posty

Wyświetlam posty z etykietą rysowanie

Ścienne rewolucje

Obraz
Kilka przeobrażeń ściany, które udało się Lince uchwycić. Bynajmniej nie jest to sprawa prosta, bo obiekt rządzi się własnymi prawami, a główna obowiązująca zasada to; kto pierwszy ten lepszy. Linka chciała wprowadzić również prawo silniejszego, ale sromotnie przegrała z dziećmi. Prosi też, aby szepnąć w jej imieniu Gwiazdorowi, bo na Gwiazdkę marzy jej się karcher.

Dzikie żądze

Obraz
Snując się smętnie po włościach, Linka miała nieodparte wrażenie, że w jej trzewiach kiełkuje dziwny twór. Nie wiedząc, czy to niestrawność, wylew, czy idea, zasiadła w swym skrzypiącym fotelu i przymknęła powieki. Twór narastał, a nieznośne, natarczywe uczucie niepokoju rozpychało się w jej wątpiach. Palce zaczęły bezwiednie przemykać po okolicznym bałaganie i mimowolnie chwyciły za ołówek, tworząc idealną syntezę. Linkę przeszył dreszcz, poczuła, jak niepokój odchodzi, wypierany przez spokój i zrozumienie. Twór okazał się przypływem dzikiej weny. W natchnieniu wygrzebała kartki i postanowiła stworzyć monumentalne dzieło. Swój pomnik ze spiżu. Swoje opus magnum. Kreśląc bez opamiętania w przypływie dzikiej żądzy z goryczą stwierdziła, że zwykła kartka jest płótnem niedoskonałym i nie mogącym sprostać jej twórczemu zapałowi. Odrzuciwszy z odrazą bloki z obłędem w oczach, ciężko dysząc, zaczęła szukać rozwiązania. Włożyła ołówek za ucho i rzuciła zmęczone spojrzenie na ścianę. Ścianę dz...

Ty jesteś smoczycą

Obraz
Linka należy do grona osób, które dotrzymują danego słowa, a przynajmniej bardzo się stara. Tylko, że czasami okoliczności nie są do końca sprzyjające, a realizacja obietnicy się odwleka. Ta umowa słowna została zawarta między nią a jej Kuzynem  prawie pół roku temu, podczas I Zjazdu Kuzynostwa Ciotek i Potomnych, ale Linka nie zapomniała. I tak korzystając z faktu niedomagania zdrowotnego i ogólnej niezdatności do egzystencji postanowiła zadziałać w tej sprawie. Zamaszystym ruchem zepchnęła wszystkie rzeczy z biurka, ustawiła oświetlenie, zdmuchnęła kurz z przyborów, zaopatrzyła się w zapas płynów, wybrała ścieżkę dźwiękową i zasiadła do rysowania. 7 grzańców (Linka gardzi przyprawami, które zawiera normalny grzaniec, więc z racji choroby dolewała do normalnego piwa ciepłej wody co dziwnie upodobniło je do piwa festiwalowego), 35 herbat i 65822890 kresek później w mękach i bólach narodził się Maciek. Bo tak go nazwała.

Krucjat czas

Linka grzecznie spędzała popołudnie z progeniturą siostry na wspólnym rysowaniu. W przypływie dobrej woli, acz z pewnymi obawami udostępniła dzieciom swoje suche pastele, po 5 minutach utwierdziła się w obawach, gdyż pokój nadawał się do gruntownego remontu, a dywan najprościej było spalić. Widząc, że dzieci i tak trzeba będzie postawić pod szlauch, zaproponowała, że pomaluje im paszcze. Pacholęta ochoczo przytaknęły, więc Dziwaka przemieniła w indiańskiego wojownika, a Ulsona oczywiście w cici. Wieszcząc, że zabawa dobiega końca zaczęła pomału zbierać kredki. - ciociaaa, mogę teraz tobie narysować? – zapytał Dziwak z podejrzanym błyskiem w oku dzierżąc kredkę w dłoni. - no możesz – odpowiedziała Linka przypuszczając, że Dziwak w przedszkolu nie jest jeszcze na etapie rysowania swastyk, czy innych mało eleganckich symboli. Dziwak delikatnie odgarnął jej włosy z czoła, wysunął koniuszek języka w oznace najwyższego skupienia i dwoma pewnymi ruchami machnął ogromny, czerwony krucyfiks. Za...