Panieński salceson kota tuczy
Otóż w sobotę Linka wzięła udział w historyczno-kulturowo-nonkonformistycznej imprezie zwanej panieńskim. Impreza była ku czci jej dobrej znajomki Skauta, która została uprowadzona, związana władowana przemocą do auta i wywieziona do domu swoich rodziców. Na pięknie przystrojony ogród weszła w obłokach rac dymnych, które zostały cichaczem zakupione od pseudokibiców 3-ligowego klubu szachowego. Całego przebiegu imprezy Linka zdradzić nie może, gdyż takie są zasady – to jak z Sanatorium. Napomknie tylko, że obyło się bez kontrowersji, wyuzdania i perwersji – czyli zupełnie inaczej niż w Sanatorium. Na dobry początek zagrano w Piwo, a bose nimfy – podczas gry należy biegać, a obuwie sportowe nie było na wyposażeniu u wszystkich - w zaciętej rywalizacji robiły wślizgi godne Błaszczykowskiego, choć Linka wątpi, żeby on potrafił tak widowiskowo miażdżyć puszki pośladkami i to niechcący. Po puszczeniu piwa nosem, przez jedną z uczestniczek i tym samym opróżnieniu ostatniej puszki przez drużyn...