Posty

Wyświetlam posty z etykietą piwo

Panieński salceson kota tuczy

Otóż w sobotę Linka wzięła udział w historyczno-kulturowo-nonkonformistycznej imprezie zwanej panieńskim. Impreza była ku czci jej dobrej znajomki Skauta, która została uprowadzona, związana władowana przemocą do auta i wywieziona do domu swoich rodziców. Na pięknie przystrojony ogród weszła w obłokach rac dymnych, które zostały cichaczem zakupione od pseudokibiców 3-ligowego klubu szachowego. Całego przebiegu imprezy Linka zdradzić nie może, gdyż takie są zasady – to jak z Sanatorium. Napomknie tylko, że obyło się bez kontrowersji, wyuzdania i perwersji – czyli zupełnie inaczej niż w Sanatorium. Na dobry początek zagrano w Piwo, a bose nimfy – podczas gry należy biegać, a obuwie sportowe nie było na wyposażeniu u wszystkich - w zaciętej rywalizacji robiły wślizgi godne Błaszczykowskiego, choć Linka wątpi, żeby on potrafił tak widowiskowo miażdżyć puszki pośladkami i to niechcący. Po puszczeniu piwa nosem, przez jedną z uczestniczek i tym samym opróżnieniu ostatniej puszki przez drużyn...

Marzenia się spełniają

Przygotowawszy swoją stałą weekendową wyprawkę, Linka w prawą rękę chwyciła kubek ze świeżo zaparzoną herbatą w lewą schłodzone piwo i zagłębiła się w czeluściach długiego i ciemnego korytarza. Idąc tak w kierunku swojej samotni, poczuła, że coś jest nie tak. Mimo że w obrębie jej kiepskiego wzroku nie widziała nikogo, podświadomie wyczuwała czyjąś obecność. Poczuła, jak jej ciało przeszył mimowolny dreszcz. Wstrzymała oddech nasłuchując. Nadal nic. Włos jej się zjeżył na karku, a usta bezwiednie się poruszając, wydawały nieme dźwięki. Serce zaczęło jej łomotać w klacie, a cała krew odpłynęła z twarzy. Linka siląc się, odepchnęła nadciągającą falę paniki i przeszła w tryb obronny. Adrenalina zaczęła pulsować w jej żyłach, pobudzając mózg do działania. Spojrzała na lewą rękę i zaczęła rozważać przerobienie butelki na tulipana, jednak było to dobre piwo - a butelka optymistycznie patrząc była w połowie pełna - więc stwierdziła, że grzech marnować. Przerzuciła wzrok na prawą, tu sprawa by...

Skazani na pociąg cz. 2

Kilka lat temu Linka również była Linką jeżdżącą koleją – choć jeździła w innym kierunku - ale dodatkowo była jeszcze Linką w dredach - jest to fakt o tyle istotny dla całej historii, gdyż tłumaczy, dlaczego była zaczepiana przez różnych osobników. Obcy ludzie z niewytłumaczalnych powodów czuli z nią dziwną więź i bezpardonowo wchodzili z nią w interakcje bardzo bezpośrednie. Na porządku dziennym były pytania typu: czy TO się myje [1] , czy nie sprzeda trawy - na jej niewinne wzruszenie ramionami i przeczące kiwanie głową, została uświadomiona, że przecież musi mieć towar skoro ma dredy. Najzacniejszy w swych dociekaniach był pewien starszy jegomość, który indagował czy jej Rodziciel jest czarny. Może nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że Linka odznacza się kolorem karnacji topielca i daleko jej choćby do mulatki. Linka dredy miała kilka lat więc zdążyła się przyzwyczaić do różnych sytuacji. Dlatego, gdy pewnego razu wkroczyła do pociągu i przechadzając się w poszukiwaniu wo...

Wielka dolewka - wersja barmańska

Wczesnowiosenne słońce nieśmiało próbowało, przebić się przez brudne szyby tramwaju, uwypuklając smuzy dziwnego pochodzenia. Linka siedząc przy oknie, poczuła przyjemne ciepło na swym bladym licu. Z uśmiechem na pysku spojrzała w niebo i wewnętrznie poczuła, że to będzie dobry dzień. Zaczęła penetrować kieszenie celem wydobycia telefonu. Jej kciuki poszły w ruch. 7:16, Linka: Szybki spontan po pracy? 7:16:02, Filifiona: Kiedy i gdzie? Linka: Ładnie jest może plener? Filifiona: Przeziębiona jestem, lepiej zabudowane. Linka: Jak jesteś chora, to odwołujemy akcję. Filifiona: Nie będziesz mi mówić jak mam żyć! Wobec powyższego nie było sensu oponować, a miejsce zostało ustalone na jedną z ulubionych knajpek Linki, celem celebracji i oddania należytego hołdu nowonarodzonemu weekendowi. Linka tylko przezornie załatwiła sobie odholowanie auta, co by znowu nie truć organizmem plugawym piwem bezalkoholowym. Pomimo wczesnej na biesiadowanie pory, wszak było trochę po 16, nie uświadczyły wolnych ...

Wejście smoka² - część II

Nie wiedząc gdzie się udać, Linka podeszła do Pana z recepcji i zapytała, gdzie znajdzie ok. 20 osób, pracowników danej firmy, którzy mieli na dzisiaj rezerwację. Pan sprawdził coś w swoim zeszyciku i oznajmił, że znajdują się w restauracji i właśnie podano im kolację. Linka poszła pewnie we wskazanym przez recepcjonistę kierunku. Dziarsko wmaszerowała do eleganckiej restauracji w duchu dziwiąc się, dlaczego wesoły rozpiździaj porwał się na tak snobistyczny proceder – zamiast zamówić pizzę – i kiedy wyłoniła się zza filaru, stanęła jak wryta. Owszem była tam grupa ok. 20 osób, tylko traf chciał, że Linka nikogo nie znała, były to same korpo-szychy z córką prezesa na czele. Linka zawróciła na pięcie, nie nawiązując z nikim kontaktu wzrokowego i drobiąc na paluszkach niczym gejsza, uciekła z sali. Recepcjonista zaczął bacznie obserwować poczynania Linki, która rozpaczliwie zaczęła szukać w torbie telefonu. Gdy po 3 latach, w końcu udało jej się odnaleźć komórkę, zadzwoniła do Lucy. Nie o...

Wielkie powroty: epizod 2 - Morze

Kolejny spektakularny powrót miał miejsce krótko po maturze, kiedy to Linka z koleżanką Małą Czarną postanowiły udać się na szaleńczą i niebezpieczną wyprawę stopem nad Morze. Jak się okazało cała podróż wcale nie była szaleńcza i niebezpieczna, i nigdy nie musiały wprowadzić w życie planu awaryjnego, który obejmował tajne hasła, sztuczne wymioty i paralizator. Całą trasę udało się im pokonać nadspodziewanie łatwo i szybko. Znaczną zasługę za ten wyczyn należy przypisać Koleżce, który; 1. Nie był psychopatycznym mordercą. 2. Zgarnął je w połowie trasy. 3. Sam jechał nad Morze. Koleżka dostarczył je pod same wrota wymarzonego campingu, a sam osiadł w miejscowości oddalonej o 7 km u swojego starego Znajomka, uprzednio jednak umówili się na dziękczynne piwo. Jako, że Linka i Mała Czarna są wielce słownymi osobami - szczególnie w kwestiach piwa – któregoś pięknego dnia udały się na umówione spotkanie. Czas im miło płynął na rozmowie i degustacji kolejnych regionalnych trunków. Kiedy zrobił...