Urodzinowe granie
Wielkimi krokami zbliżała się rocznica narodzin Filifiony. Rocznica okrągła, wzniosła i dostojna, o której ta z rozgorączkowanym licem mówiła od 3 lat każdemu, kto nie zdążył uciec. Dlatego Linka zafrasowała się bardzo, wszak tak znamienitą okazję należy uczcić godnym prezentem. Rozważała nabycie szpetnej, nikomu niepotrzebnej rzeźby, później szpetnego, nikomu niepotrzebnego żyrandola ze stali nierdzewnej lub szpetnej, nikomu nie potrzebnej sosjerki. W końcu skrajnie wyczerpana od wzmożonych wysiłków intelektualnych postanowiła odpuścić tzw. zbieracze kurzu i zadbać o sferę duchową jubilatki. Odpaliła więc Julia – tak się zowie jej laptop – i zaczęła przeszukiwać wydarzenia kulturalne w Mieście. Po blisko godzinie przerzucania mało interesujących widowisk i przemożnej chęci wbicia sobie ołówka w oko Linka poczuła, jak cudowne ciepełko spływa na jej serce. Z plakatu filuternie spoglądali na nią polscy wokaliści a po oczach bił ogromny napis; Koncert muzyki filmowej. Linka głośno gwizdnę...