Posty

Wyświetlam posty z etykietą samochód

Ona temu winna

Linka siedząc sobie w swojej samotni i nie wadząc nikomu, knuła w spokoju plan przejęcia władzy nad światem, gdy nagle jej niezmąconą sielankę przerwał natarczywy donos Dziwaka. - ciociaaaa! A Ulson rozwaliła ci drzwi – wysapał jednym tchem. - Dziwak nie bądź konfidentem – przystopowała go odruchowo, nie zwracając zbytniej uwagi na treść samego przekazu. Robi to tak często, że już nie musi mu tłumaczyć co to znaczy. - ale ja lubię! – odpowiedział z naburmuszoną miną Dziwak, ale już po chwili rozpromienił się i z dumą dodał – zrobiłem zdjęcia. - jakie zdjęcia? - no twoich drzwi! - jakich drzwi? – zapytała po raz kolejny Linka, napawając się w duchu faktem, że udało jej się wyprowadzić Młodzieńca z równowagi, który aż pozieleniał z przejęcia i poirytowania. - no ciociaaaaa w aucie – nie wytrzymał i podsunął jej pod okulary telefon Kazika. Linka rzuciła leniwe spojrzenie na ekran, a gdy w końcu obraz, na który patrzyła dotarł do mózgu i został należycie przetworzony, wnętrze jej zabulgota...

Przeterminowana tożsamość

Wybierając się na szybkie zakupy pierwszej potrzeby, Linka postanowiła, że nabędzie sobie jakieś piwo, jako że w sklepie, do którego zamierzała się udać, przekrój boskiego trunku jest wielce urozmaicony i można nabyć regionalne specyfiki z całej Polski. Tu jednak nastąpił pewien problem, gdyż Linka pomimo wieku już słusznego, nadal odznacza się wyglądem szczyla, a Panie w sklepach uwielbiają pytać ją o dowód, o którym czasami zapomina, zostawiając go w różnych dziwnych miejscach. Nie chcąc dać im poczucia złudnej satysfakcji, że złapały zdeprawowaną gimnazjalistkę, postanowiła zweryfikować stan portfela. Szybki rzut okiem wystarczył, aby stwierdzić, że jej tożsamość znajduje się we właściwym miejscu. Wrzuciła portfel to torby i raźno ruszyła przed siebie. Coś jednak było nie tak. Na obrzeżach jej podświadomości włączyła się migająca lampka, a jakaś natrętna myśl nie dawała jej spokoju. Rozmyślając, co tym razem mogło pójść nie tak, drogą redukcji i dedukcji rozważała wszelkie ewentualn...

Zajrzeć śmierci w oczy

Pociągi, którymi Linka codziennie przemierza świat, są wyposażone w telewizory, w których bynajmniej nie puszczają pełnometrażowych filmów, bajek, czy chociaż seriali, których zwyczajowo nie ogląda a od biedy, rzuciłaby kaprawym okiem, za to z uporem maniaka emitują krótkie spoty i filmiki, przy których współczesne seriale paradokumentalne typu Pamiętniki z wakacji jawią się jako cud współczesnej kinematografii. Jedyną sensowną rzeczą, którą można zobaczyć, są nagrania z monitoringów pokazujące niebezpieczne sytuacje na przejazdach kolejowych spowodowane brawurą, a częściej głupotą homo sapiens. Puszczana w kółko kompilacja nagrań, wywołała u Linki falę wspomnień, wygrzebując z odmętów jej pamięci pewne zdarzenie sprzed kilkunastu lat. Głównie dlatego, że wówczas świat nie był jednym wielkim Okiem Wielkiego Brata, sama nie stała się gwiazdą takowego nagrania... Dawno, dawno temu w czasach, kiedy srogie mrozy i śnieżyce były zimą a nie wiosną Linka wraz z Rodzicielem wybrali się do lasu...

Reklamowe egzorcyzmy

Batmobil Linki przejawia wartość głównie sentymentalną, materialną można by przewalutować na dwa czteropaki, a najbardziej wartościowymi przedmiotami są figurka Batmana z kiwającą głową oraz bycze jądra zwisające z lusterka [1] .  Auto wyposażone jest również w archaiczne radio, które większość współczesnych dzieci bałoby się tknąć kijem przez szmatę - jest na kasety. Jako że z reliktów przeszłości ostały się Lince tylko cuda typu Smerfne Hity i ewentualnie Backstreet Boys, ta jest skazana na słuchanie radiostacji. Ogólnie nie ma z tym większego problemu, wszak radio odbiera całe cztery 4 programy i w momencie, gdy na jednym puszczają coś co przyprawia ją o krwotok z uszu, szybko przełącza. Można tak funkcjonować nawet na dłuższych trasach. Choć czasami bywa to trudne. Zziębnięta, wymięta i ogólnie zmęczona Linka otworzyła drzwi samochodu i ze znużeniem opadła na  zdezelowany fotel. Wsadziła kluczyk do stacyjki i przekręciła co automatycznie uruchomiło radio, akurat leciała jakaś piose...

Wielkie powroty: epizod 4 – Nauka jazdy

O wydarzeniach niżej opisanych nie wie absolutnie nikt z Rodziny, dlatego jedynym słusznym posunięciem, aby stan rzeczy się nie zmienił jest publikacja w Internecie. Zdarzyło się kiedyś, że cała Familia przebywała - podczas jakiegoś letniego weekendu, czy urlopu – w rodzinnym domu Rodzicielki, który można nazwać Gniazdem. Korzystając z pięknej pogody Rodzicielka targana nagłym impulsem postanowiła odświeżyć sobie podstawy prowadzenia pojazdów mechanicznych. [1] Linka powszechnie znana ze swych niewyczerpanych pokładów cierpliwości i ogólnej nieumiejętności do frustracji, jawiła się jako instruktor idealny – mimo, że o jej przygodach za kółkiem krążą pewne mało przychylne legendy (można przeczytać TUTAJ ). Jako, że żadna nie posiadała własnego żelaznego rydwanu, wysępiły kluczyki od Rodziciela i ruszyły ku przygodzie. Linka wyjechała za obszar zabudowany, żeby Rodzicielka nie musiała się obawiać nieprzychylnych spojrzeń Szpiegów, których tam nie brakuje. Zatrzymała auto na prostej, mał...

Ale o co wszystkim chodzi

Linka otrzymała proste zadanie – pojechać z punktu A do punktu B. Zwarta i gotowa wyjechała batmobilem z garażu i ruszyła z kopyta w blasku wschodzącego słońca. Jej entuzjazm szybko zaczął przechodzić w niepokój gdy spostrzegła, że wzbudza spore zainteresowanie wśród ogółu ludzkości. Również mijane psy zaczęły śledzić ją zdziwionym spojrzeniem. Najgorsze jednak miało dopiero nastąpić. Czerwone światło. Linka pomimo szczerej chęci zbagatelizowania tej drobnej drogowej sugestii, zatrzymała się i z duszą na ramieniu czekała na rozwój wypadków. Z niewiadomych przyczyn ludzie zaczęli wpadać na siebie na pasach nie odrywając wzroku od auta, rowerzysta wjechał do otwartej studzienki, nawet drogowcy przestali pić kawę. Lince pot zrosił czoło, krew pulsowała w skroniach, spocone ręce ślizgały się na kierownicy. Przez głowę przelatywało jej milion myśli, a żadna nie tłumaczyła takiego napiętnowania społecznego, strach nie pozwalał sprawdzić co jest nie tak, z każdą sekundą coraz bardziej zapadał...