Posty

Wyświetlam posty z etykietą pociąg

Tworzenie postaci. Miejsce III - Babcia klozetowa

Będzie to początek krótkiego cyklu, gdyż Linka ma wyjątkowy talent do nieświadomego wchodzenia w role. Linka będąc tylko jedną składową tłumu wlewającego się do pociągu, nie stawiając oporu i nie utrzymując z nikim kontaktu wzrokowego w obawie przed rychłą pacyfikacją w morderczej, psychologicznej walce o wolne miejsca, dała się ponieść nieznanemu. Tłum zakotłował w wąskim przejściu, wysuwając na czele Babuszki o kulach, które to kule chwilowo przekształciły się w broń obosieczną. Następne były matki z dziećmi, które z pianą na pysku miotały co mniejszymi pociechami w celu zajęcia miejsca na odległość. Linka stanowiąc zagubione ogniwo w drabince społecznej zadowoliła się ostatkami i wdusiła w miejsce przy oknie, zajmując pół fotela, gdyż jej współpasażer miał wyjątkowo grube kości. Po prawej od ich bezpiecznej przystani znajdowała się toaleta. Faktem jest, że największą brutalnością i zawziętością w walce o wolne miejsca wykazują się osoby, które wysiadają po 10 minutach. Po ok. 30 min...

Wielki comeback

Sunąc pośpiesznie Linka weszła zgrabnie w zakręt, wrzuciła trójkę i przyśpieszyła na ostatniej prostej przepastnego peronu. Gdy tylko złapała odpowiedni zoom, szpetnie klnąc pod nosem i zgrzytając zębami, zaczęła utyskiwać na czym ten świat stoi, gdyż zamiast zwyczajowego milusiego pociągu stała chabeta bez klimatyzacji. Przygarbiwszy się bardziej niż zwykle, zrezygnowana wskoczyła do przedziału. Aura była na tyle kapryśna, że Linka podczas 45 minutowej przeprawy przez miasto, zdążyła dwa razy zmoknąć i trzy razy się upocić w chwilach kiedy nie padało tylko z nieba lał się żar piekielny. A biorąc pod uwagę fakt, że Linka nie ma wyłączności na chimeryczną aurę wszyscy w nieklimatyzowanym wagonie rozsiewali woń mokrego psa. Wyszukawszy jedno z ostatnich wolnych miejsc, usiadła i zaczęła czyścić okulary. Wtedy stało się coś co sprawiło, że jej serce zamarło, a całe ciało przeszył dreszcz. Usłyszała GŁOS. GŁOS, który sprawia, że budzi się z krzykiem w nocy. GŁOS, od którego włos się jeży, ...

Złe dobrego początki

Pod ostatnim wpisem Ewa trafnie zauważyła, że niedługo nikt nie uwierzy Lince w prześladujące ją fatum. Ona sama również nie wierzy i coraz bardziej jest skłonna przypuszczać, że to nie jej drobne roztrzepanie jest powodem wielu niefortunnych sytuacji, w których się znajduje, tylko niechybnie stała się ofiarą międzynarodowego spisku wymierzonego w jej  skromną osobę. Historia opisana poniżej miała miejsce dokładnie dzień po Akademickim kwadransie. Linka zająwszy miejsce w pociągu z niemałą satysfakcją obracała kojącą myśl w głowie: w końcu piątek! Raz, że to koniec bardziej niż kiepskiego tygodnia w pracy, dwa miała już zaplanowany wieczór na spotkanie z Filifioną - której nie widziała dekady całe - i ziomkami z pracy, którzy nadal trwają na stanowiskach i tymi, którzy już uciekli w popłochu. Pociąg ruszył, ona wyjęła nową książkę i pogrążyła się w lekturze. - dzień dobry, bilet do kontroli proszę – nad Linką znikąd wyrósł Konduktor, którego widziała pierwszy raz w życiu i wziął ją n...

Akademicki kwadrans

3:40. JEBS!!!!! Linka oszołomiona, brutalnie wyrwana z głębokiego snu, zaczęła w panice rozglądać się za źródłem potwornego wybuchu, który ją zbudził. JEBS, JEBS!!! Niemcy! Wojna! – pomyślała rozsądnie Linka. Dopiero po chwili, gdy opadło senne otępienie, a do jej uszu doleciał szum zacinającego deszczu zorientowała się, że to burza. Na dworze odchodziły dantejskie sceny, apokalipsa i podatki w krainie Muminków. Wiedząc, że nie ma szans na zaśnięcie legła i w malignie wyczekując budzika z nieodpartą myślą, że to będzie długi dzień. 4:50. Dostając odleżyn na prawym półdupku, Linka odpuściła sobie ostatnie 10 min, wyłączyła budzik i gramoląc się bardziej nieprzytomna niż zwykle, zaczęła poranną krzątaninę. Cały czas lało, a przed domem Azjaci zaczęli sadzić ryż. 6:05. Linka trzymając się zębami latarni, co by nie paść na glebę wyczekiwała pociągu. Żelazny rydwan nadjechał – bez żadnego opóźnienia – i oszalałe tłumy władowały się do środka.  Pociąg ruszył. Linka zajęła swoje ulubione mie...

Pancerfausty w skarpetach

Obecnie Linka w pociągu czyta książkę poleconą jej przez Panią z pewnego przybytku z tomiszczami. Póki co nie może się w nią wgryźć i rozważa zdobycie adresu Pani celem pozostawienia jej gumowej kupy na wycieraczce. Jednak Linka jest z natury cierpliwa i daje sobie jeszcze trochę czasu, gdyż przeczytała raptem 100 str., a książka ma prawie 500, więc może jeszcze coś z tego będzie. Z drugiej strony Pani polecała jej również Buszującego w zbożu, a to już powinno dać Lince do myślenia. Wszak rozumie, że mądrzejsi od niej okrzyknęli ją mianem kultowej, a nad jej wybitnością układane są kwieciste perory, ona jednak za największy atut książki uważa stosunkowo niewielką objętość. Rozważa również czytanie jej Dziwakowi jako represje za chwile niesubordynacji. Skutkiem tego, że Linka nie może się wciągnąć w lekturę podczas podróży, jest niekontrolowana lustracja otoczenia bezmyślnym wzrokiem cielca. Siłą rzeczy mimowolnym obiektem jej zainteresowań stają się bogu ducha winni współpasażerowie. ...

Kolejowa klasa premium

Wskakując jak zawsze do obładowanego o tej porze pociągu, Linka wzrokiem starego wyjadacza lustrowała wagon w poszukiwaniu wolnego miejsca. Uradowana znalazła miejsce między dużym Panem, a bardzo dużym Panem na korytarzu vis a vis toalety – słowem klasa VIP. Panowie również byli mocno zdziwieni, że między nimi znalazło się jeszcze jedno nierozłożone krzesełko, ale Linka hardo parła naprzód i wdusiła się między nich. W razie wypadku mogła liczyć na wcale nienajgorszą amortyzację. Niestety, aby pozostawić przejście, kolana musiała wdusić sobie pod brodę. Do odjazdu pozostały 4 min, w ciągu których do i tak załadowanego pociągu wbiegła jeszcze zdyszana pielgrzymka, drużyna piłkarska, stado welociraptorów i peleton kolarski łącznie z rowerami. Traf chciał, że jeden z kolarzy zaparkował w tych 5 cm wolnej przestrzeni między Linką a drzwiami toalety, mocno naruszając jej strefę komfortu. Pociąg ruszył. Linka nie oponowała, bo faktycznie ścisk był większy niż w Lidlu na promocji, dlatego nic ...

Skazani na pociąg cz. 2

Kilka lat temu Linka również była Linką jeżdżącą koleją – choć jeździła w innym kierunku - ale dodatkowo była jeszcze Linką w dredach - jest to fakt o tyle istotny dla całej historii, gdyż tłumaczy, dlaczego była zaczepiana przez różnych osobników. Obcy ludzie z niewytłumaczalnych powodów czuli z nią dziwną więź i bezpardonowo wchodzili z nią w interakcje bardzo bezpośrednie. Na porządku dziennym były pytania typu: czy TO się myje [1] , czy nie sprzeda trawy - na jej niewinne wzruszenie ramionami i przeczące kiwanie głową, została uświadomiona, że przecież musi mieć towar skoro ma dredy. Najzacniejszy w swych dociekaniach był pewien starszy jegomość, który indagował czy jej Rodziciel jest czarny. Może nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że Linka odznacza się kolorem karnacji topielca i daleko jej choćby do mulatki. Linka dredy miała kilka lat więc zdążyła się przyzwyczaić do różnych sytuacji. Dlatego, gdy pewnego razu wkroczyła do pociągu i przechadzając się w poszukiwaniu wo...

Skazani na pociąg cz. 1

Przemieszczając się ruchem jednostajnie przyśpieszonym, Linka ostatkiem sił pokonała trzy stopnie i wskoczyła do pociągu. Wyszukawszy jedno z ostatnich wolnych miejsc, bezwładnie zwaliła się na fotel. Pociąg ruszył. Ciężko dysząc, zaczęła się pomału gramolić, szukając  swojego zwyczajowego oręża niezbędnego do przeżycia podróży – książki i słuchawek. Zagłębiając się w czeluściach torby poczuła się dziwnie nieswojo w jakże znajomym środowisku. Nie wiedząc, co jest nie tak, uniosła zdziwione spojrzenie znad torby i przyjrzała się współtowarzyszom podróży. Niby ok, choć wszyscy dziwnie spięci, dopiero wówczas Linka odkryła co jest nie tak. W całym wagonie panowała atmosfera jak w poczekalni Urzędu Skarbowego; błędne spojrzenia, niemo poruszane usta, a w powietrzu widać było wyładowania elektryczne napiętej atmosfery. Jedynie dwóch jegomości siedzących po przekątnej od Linki nie robiło sobie nic z całego zamieszania i radośnie toczyło osobisty dyskurs. Panowie wyjęli wódeczkę i grzecznie p...

Zajrzeć śmierci w oczy

Pociągi, którymi Linka codziennie przemierza świat, są wyposażone w telewizory, w których bynajmniej nie puszczają pełnometrażowych filmów, bajek, czy chociaż seriali, których zwyczajowo nie ogląda a od biedy, rzuciłaby kaprawym okiem, za to z uporem maniaka emitują krótkie spoty i filmiki, przy których współczesne seriale paradokumentalne typu Pamiętniki z wakacji jawią się jako cud współczesnej kinematografii. Jedyną sensowną rzeczą, którą można zobaczyć, są nagrania z monitoringów pokazujące niebezpieczne sytuacje na przejazdach kolejowych spowodowane brawurą, a częściej głupotą homo sapiens. Puszczana w kółko kompilacja nagrań, wywołała u Linki falę wspomnień, wygrzebując z odmętów jej pamięci pewne zdarzenie sprzed kilkunastu lat. Głównie dlatego, że wówczas świat nie był jednym wielkim Okiem Wielkiego Brata, sama nie stała się gwiazdą takowego nagrania... Dawno, dawno temu w czasach, kiedy srogie mrozy i śnieżyce były zimą a nie wiosną Linka wraz z Rodzicielem wybrali się do lasu...

Kumulacja (nie)szczęścia

Do oddania w pełni powagi sytuacji muszą zostać przytoczone dwa fakty. Linka w ostatnim czasie permanentnie przemarza, przemaka, niedojada i niedosypia, i pomimo tego, że z natury jest zdechlakiem, trzymała się bardzo dzielnie. Jednak wystarczyło jedno kichnięcie Ulsona, które przyjęła na klatę i od kilku dni Linka ewoluowała w człowieka czopa z zatkanymi zatokami, uszami, rozdymanym gardłem, niekontrolowanym wyciekiem z nosa, plującym wszędzie kawałkami płuc i głosem przepitego traktorzysty z 40-letnim stażem. Linka od niedawna zaczęła regularnie biegać. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z nastałą modą fit, Linka nie ulega żadnym modom. Jest leniwcem i szczerze gardzi aktywnością fizyczną, przez co jej kondycja pozostaje we wczesnej fazie prenatalnej. Biegać zaczęła, bo PKP zmieniło rozkład jazdy i teraz wszystko ma na styk, więc pomyka regularnie z pociągu na tramwaj i z tramwaju na pociąg. Nastał piątek jakże odmienny od poprzedniego… Linka z mocno odczuwalnym bólem istnienia w...

Matrona prawdę Ci powie

Zaledwie kilka stuleci wstecz podróżnikom do przedostania się z punktu A do punktu B przez niebezpieczne, dzikie krainy niezbędny był skromny ekwipunek. Nóż myśliwski, strzelba, róg na proch strzelniczy, toporek, krzesiwo i draska, koc, cynowy kubek uchodziły za bogactwo, a traper tak wyposażony mógł przeżyć sam w głuszy długie miesiące. Teraz odrobinę się zmieniło, choć od czasu do czasu jakiś pasażer czuje pradawny zew krwi i wyciąga siekierę, głosząc przy tym jedyną słuszną rację, albo odreagowując stresujący dzień w pracy. Jednak wbrew obiegowej opinii obecnie siekiera nie jest niezbędna do przeżycia w podróży komunikacją miejską, czy PKP. W XXI wieku niezbędne są słuchawki. Linka wygodnie rozsiadła się w pociągu, zajmując, jak zawsze czwórkę - mimo że nie ma 2 metrów - nie lubi mieć kolan pod brodą, a tam, nawet gdy inni pasażerowie się dosiadają, jest więcej miejsca. Zdjęła okrycie wierzchnie, wyciągnęła książkę i z coraz większym napięciem na twarzy przewalała resztę ekwipunku. ...

Wstrząśnięty nie mieszany, ale za to rozgotowany

Dla wielu osób jest to rzecz co najmniej dziwna, ale Linkę jazda pociągami relaksuje. W spokoju może pogrążać się w czarnych myślach, czytać książki – co w innych środkach lokomocji w jej przypadku jest stanowczo niewskazane - a nawet zdarza się, że coś naskrobie.  Jako że jeździ regularnie od wielu lat miała przygody różne i  na własnej skórze doświadczyła również tej gorszej  generacji pociągów. Pamięta składy, w których drzwi otwierały się tylko po sążnym kopnięciu z glana. Niestety nie przynosiło to efektu zimą, bo drzwi były przymarznięte, a w korytarzykach można było lepić bałwana. Nie raz przejechała własną stację, bo nikt inny nie wysiadał, a ona sama się nie uporała z niesfornymi drzwiami. Innym razem zdarzyło jej się zasnąć i konduktor obudził ją dopiero na stacji końcowej – na szczęście nie była to Moskwa. Były też pociągi pozbawione amortyzatorów, w których jajka same ubijały się na pianę. Częste były też awarie, gdzieś w połowie trasy w szczerym polu i rzadko kiedy ktoś pr...

Katastrofa, która jeździ koleją

Stojąc na dworcu PKP w oczekiwaniu na pociąg, Linka pogrążała się w jak zawsze posępnych rozważaniach nad naturą wszechświata. W pewnym momencie, nieoczekiwanie z ponurych deliberacji  została gwałtowanie wyrwana przez radosne zakrzyknięcie. - nie byłam pewna, czy to ty – powiedziała postać opatulona czapką, szalem i kapturem, więc Linka będąc pewna, że ona to ona, nie była wcale pewna kto ją zagaduje. Dopiero po chwili ostentacyjnej lustracji  – wszak było ciemno, Linka jest ślepcem,  a z całej twarzy przybysza widać było tylko rozradowane oczy – rozpoznała w gościu swoją starą znajomkę Poppo, której nie widziała przysłowiowe wieki. Po całej serii rytualnych obrządków, czyli pisków, krzyków i uścisków przeszły do części właściwej, czyli trzeszczenia. Z trzeszczenia pobieżnego wynikło, że Poppo wysiada trzy stacje dalej na Rubieżach. Trzeszczały nieprzerwanie, aż pociąg nie nadjechał, trzeszczeć nie przestały w pociągu, szukając biletomatu, ewentualnie konduktora – choć w pewnym momenc...